Huragan w Pucku zniszczył wejherowianom łódki

Iwona Cieśla w rękach trzyma zdjęcie rodzinnego jachtu stojącego w puckim porcie – to pamiątka po jej zmarłym mężu, żeglarzu. Fotografia, podobnie jak jej głos, lekko drży.


– Mąż kochał tę łódkę – mówi kobieta. – Spędzał na niej niemal cały wolny czas. Gdy zmarł, postanowiłam sprzedać jednostkę, a za te pieniądze postawić mu nagrobek.

„Carpentera”, czyli niewielki jacht rodziny Cieślów poharatała ubiegłoroczna wichura, która wielu osobom mocno dała się we znaki.

– Jeszcze przed sztormem znalazł się kupiec – mówi Cieśla. – Kilka dni później nie było już co pokazywać, a ja zostałam z długiem.

O równie tragicznym losie swoich łodzi opowiadają też Krzysztof Pieniążek i Sebastian Kała. Wejherowianie nie wspominają dobrze tamtych dni, zwłaszcza widoku łódek pływających dnem do góry.

– Nie byłoby tragedii, gdyby nie zerwał się jeden z pływających pomostów – mówi Kała. – To źródło wszystkich problemów.

Krzysztof Pieniążek, razem z innymi właścicielami poszkodowanych łodzi, wystąpił do PZU SA o wypłatę odszkodowań.
Ubezpieczyciel jednak nie chciał uznać ich racji, tłumacząc się nadnaturalnymi warunkami atmosferycznymi, czyli huraganem (dochodził do 130 km/godz). Oliwy do ognia dodał fakt, że pucki MOKSiR odszkodowanie... dostanie.

W PZU SA zapewniają, że zgłoszona przez nas sprawa została dokładnie przeanalizowana.

– Możemy zapewnić, że ze strony PZU SA nie miały miejsce żadne uchybienia – zapewnia Agnieszka Rosa z Biura Prasowego PZU.


Październikowy sztorm

Feralny sztorm wiał w dniach 13-15 października 2009 r.
W nadmorskim powiecie najbardziej dał się we znaki właśnie w porcie jachtowym. Na dno poszło kilka łodzi oraz ich wyposażenie, inne jednostki zostały dotkliwie poniszczone. W trakcie kilkugodzinnej akcji ratowniczej w trakcie huraganu i przy pomocy strażaków z basenu portowego wyciągnięto m.in. spacerowy statek „Iwa”. To uratowało go przed zatonięciem. Wiatr i fale poniszczyły też pływające pomosty, ale remontowane od kilu lat molo wyszło obronną ręką. Straty wówczas oszacowano na ok. 1 mln zł.

Więcej o sprawie zatopionych jednostek i tłumaczeniach ubezpieczyciela we wtorkowym, papierowym wydaniu „Dziennika Bałtyckiego”.

Komentarze

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:

Powiązane