Przed laty pacjentami ówczesnego gdyńskiego Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej byli głównie marynarze i rybacy, dziś są to turyści Przed laty pacjentami ówczesnego gdyńskiego Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej byli głównie marynarze i rybacy, dziś są to turyści

Przed laty pacjentami ówczesnego gdyńskiego Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej byli głównie marynarze i rybacy, dziś są to turyści (© Wiki Commons)

Przed laty pacjentami ówczesnego gdyńskiego Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej byli głównie marynarze i rybacy, dziś są to turyści. Z dr. hab. med. Wacławem Nahorskim, krajowym konsultantem medycyny morskiej i tropikalnej, rozmawia Dorota Abramowicz

Na egzotyczną gorączkę denga przed dwoma laty zachorowało 12 Polaków, a w ubiegłym roku już 41. W 2015 r. było 29 przypadków malarii, a tylko do połowy tego roku stwierdzono ją u 43 osób. Co się dzieje?
Polacy coraz częściej wyruszają w świat. Przed laty pacjentami ówczesnego gdyńskiego Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej byli głównie marynarze i rybacy, dziś są to turyści. Znacząco wzrosła liczba osób wyjeżdżających w rejony endemiczne różnych chorób, a część z nich nie przestrzega zasad zachowania się w tropikach.


Jakich zasad?
Higieny życia, spożywania posiłków. Także różne akcje antyszczepionkowe powodują, że coraz częściej dochodzi do zakażenia np. wirusowym zapaleniem wątroby typu A. Oczywiście, nie powstrzymamy Polaków przed wyjazdami, ale konieczne jest uświadomienie turystów, by zgłaszali się do poradni zajmujących się medycyną podróży. Jako Towarzystwo Medycyny Morskiej, Tropikalnej i Podróży prowadzimy cykle szkoleń dla lekarzy chorób zakaźnych, internistów, pediatrów, którzy potem będą mogli wyjść naprzeciw potrzebom osób podróżujących.

Większość polskich turystów nie opuszcza Europy...
Co wcale nie znaczy, że nie są narażeni na nieznane w kraju choroby. Na przykład leiszmaniozą, chorobą pasożytniczą roznoszoną przez muchówki, można zarazić się nie tylko na urlopie w Ameryce Południowej, Afryce czy Azji, ale także - w Hiszpanii, Portugalii, Francji, Włoszech czy w Turcji.

Przed laty pacjentami ówczesnego gdyńskiego Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej byli głównie marynarze i rybacy, dziś są to turyści


Jak wobec tego przygotować się do wyjazdu?
Biura turystyczne - mimo spoczywającego na nich obowiązku - rzadko informują klientów o zagrożeniu egzotycznymi chorobami. Warto więc samemu zadbać o bezpieczeństwo. Można wejść na stronę internetową Głównego Inspektoratu Sanitarnego lub MSZ („Polak w podróży”) i poczytać o zagrożeniach. Jeśli wybieramy się do kilkunastu krajów Ameryki Środkowej i Południowej oraz kilkudziesięciu państw afrykańskich, to powinniśmy się zaszczepić np. przeciw żółtej febrze. Szczepionkę przeciw meningokokom i polio zalecamy przy podróży do Arabii Saudyjskiej. W zależności od warunków, w jakich będziemy przebywać, należy rozważyć szczepienia przeciw durowi brzusznemu i cholerze. Cholera występuje w trzynastu krajach Azji, w tym w popularnych wśród turystów Tajlandii czy Indiach, a szczepionka zapobiega objawom związanym z tzw. biegunką podróżnych.

Trudno jest lekarzom pierwszego kontaktu rozpoznać egzotyczną chorobę?
Malaria często bywa mylona ze zwykła grypą, a jeśli występują bóle brzucha i biegunka, to z zatruciem pokarmowym. O ile jeszcze w większych miastach pada pytanie o ewentualne podróże, to w mniejszych zdarza się to rzadko. Dlatego konieczna jest świadomość pacjentów, by zawsze zaznaczali to podczas wywiadu lekarskiego. Warto też wiedzieć, że malaria wywołana przez dwa gatunki zarodźca objawia się po wielu miesiącach. Równocześnie brak leczenia grozi poważnymi powikłaniami i ostatecznie śmiercią pacjenta.

Leczenie jest trudne?
Mamy problem z lekami. Jako ośrodki leczące m.in. malarię dysponujemy rezerwą leku dla jednego pacjenta. Jeśli jednak pojawi się już drugi pacjent z malarią, musimy wypożyczać lek z innego krajowego ośrodka. Informowałem Ministerstwo Zdrowia, że jest to niedopuszczalne.

Nie można sprowadzić lekarstw z zagranicy?
Import docelowy trwa bardzo długo, w przypadku malarii trzeba czekać nawet kilkanaście dni na dostawę. Przy leiszmaniozie skórnej czy trzewnej w ogóle brakuje preparatów w Europie. Poza tym leki są bardzo drogie, kuracja może kosztować nawet 40 tys. złotych. Żaden szpital nie zrobi rezerwy tak drogiego leku. Mamy obecnie w szpitalu pacjenta z leiszmaniozą trzewną, której nabawił się podczas pobytu w Ameryce Południowej. Czeka on już miesiąc na leczenie. Choroba, która grozi wyniszczeniem wielu narządów, a w konsekwencji nawet śmiercią, niestety, postępuje.

Zanim wyjedziesz w tropiki...



2016. Rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego: wirus zika nie grozi Polsce


Wakacje

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!