Putin przywiezie do Gdańska dzieła sztuki zrabowane przez Rosjan w 1945 roku?

Profesor Juliusz Chrościcki, przewodniczący narodowego komitetu historii sztuki PAN, nazywa je ostatnimi więźniami wojennymi. Tłumaczy: są głęboko ukryte, od czasu do czasu obserwowane wyłącznie przez strażników.

Profesor Juliusz Chrościcki, przewodniczący narodowego komitetu historii sztuki PAN, nazywa je ostatnimi więźniami wojennymi. Tłumaczy: są głęboko ukryte, od czasu do czasu obserwowane wyłącznie przez strażników. Ich uwolnienie, dokładnie 70 lat od dnia wybuchu II wojny światowej, byłoby symbolicznym gestem. Ogłoszeniem końca tamtej okrutnej wojny.

Owi "jeńcy wojenni" to zabytki wywiezione z Pomorza i Gdańska najpierw przez Niemców, a potem przez Rosjan. Na Zachód i na Wschód. Kiedyś traktowane jak wojenne trofea, dziś będące kartą przetargową w polityce lub w międzynarodowym biznesie. Od 20 lat Polska bezskutecznie walczy o ich zwrot.
Tym bardziej niewiarygodnie i sensacyjnie brzmi informacja przekazana nam przez Mirosława Zeidlera, zabytkoznawcę, byłego eksperta Sejmu i Senatu (w latach 1999 - 2004) od spraw rewindykacji dóbr kultury.

Twierdzi on, że podczas wizyty w Gdańsku 1 września br. premier Władimir Putin może zaskoczyć Polaków, oddając sześć cennych gdańskich obrazów, wywiezionych z miasta po 1945 roku. Obrazów, o które bezskutecznie próbujemy walczyć od wielu lat. I choć "rosyjskie źródło", na które się powołuje Zeidler, ma pozostać anonimowe, a oficjalnie nikt, zarówno ze strony polskiej, jak i rosyjskiej, informacji tej nie potwierdza, to nadzieja na symboliczny gest Putina pozostaje.
Jeden z polskich urzędników, oczywiście anonimowo, tłumaczy: - Niech się pani nie dziwi, że nikt nic nie wie. Ta sprawa została przesunięta na poziom polityczny.

Zadania specjalne w obstawie Smiersz

Według nieżyjącego już prof. Jana Pruszyńskiego, prawnika, specjalisty od ochrony zabytków, zbiory muzealne i zasoby kościelne Gdańska wyekspediowane w latach 1945 - 1946, przede wszystkim do Muzeum Puszkina w Moskwie, to m.in. kilkanaście tysięcy dzieł sztuki i numizmatów.

Ich wywiezienie było doskonale zaplanowaną akcją. Jak pisze Maria Korzon w "Przyczynku do historii gdańskich zbiorów artystycznych" w piśmie "Cenne, bezcenne, utracone", natychmiast po przełamaniu Wału Pomorskiego w lutym 1945 roku na Pomorze wyruszyli pracownicy Komitetu ds. Sztuki przy Radzie Ministrów ZSRR, pod kierownictwem muzealnika Lwa Charki. Mieli oni wykonać zadanie specjalne - na ziemiach uznanych za wrogie terytorium należało zabezpieczyć rzeczy klasy muzealnej.

W Gdańsku radzieckim urzędnikom i naukowcom pomagali funkcjonariusze budzącej strach organizacji Smiersz ("śmierć szpionom"), którzy szukali informacji o dziełach sztuki i zabezpieczali wywóz, a także... niemieccy urzędnicy, w tym bardzo aktywnie (pewnie z obawy o własne życie) ówczesny dyrektor muzeum gdańskiego, historyk sztuki prof. Willi Drost.

Na efekty tej współpracy nie trzeba było długo czekać. Rosjanie dotarli m.in. do tajnego pomieszczenia w podziemiach Zbrojowni przy Targu Węglowym, gdzie ukryto 195 obrazów olejnych, 94 rzeźby drewniane, płaskorzeźby, grafiki, miniatury, a także część skarbów z kościoła Mariackiego.
Zbiory systematycznie wysyłano do "ojczyzny światowego proletariatu".

"Dziennik Bałtycki" w 2001 roku tak opisywał szczegóły wywozu gdańskich dzieł sztuki: "Na centralnym lotnisku Moskwy 24 września 1945 wylądował samolot Douglas-20 z płk. Denisowem na pokładzie. Samolotem tym dostarczono do stolicy Kraju Rad 17 skrzyń z najbardziej cennymi muzealiami wywiezionymi z Gdańska. Wyładowane z samolotu skrzynie przetransportowano do Muzeum Sztuk Pięknych im. Puszkina przy ul. Wołchonka 12.

Pozostała część gdańskich zbiorów spakowanych w 80 skrzyniach dotarła 23 marca 1946 na stację Moskwa Towarowa Kolei Moskiewsko-Kijowskiej. Tak samo jak poprzednie, i te zbiory trafiły do Muzeum Puszkina. Spisy przesyłki przekazano również do Komitetu Sztuki przy ul. Nieglinnaja 15 w Moskwie. 10 kwietnia 1946 płk Sorokin, komendant wojenny Gdańska otrzymał z Moskwy telegraficzne potwierdzenie: »Majątek magazynu nr 2234 z Gdańska został odebrany w komplecie«. Sorokin odetchnął".(Maria Giedz "Wywiezione do Moskwy").

Temat tabu

Tuż po wojnie nie było żadnych szans na upominanie się o dobra pochodzące z polskich zasobów muzealnych. Tym bardziej "niepolityczne" było żądanie oddania skarbów gdańskich, uznawanych przez Moskwę za rekompensatę za straty wojenne. Dopiero w 1956 roku, na fali odwilży, Rosjanie zwrócili Polsce 12,5 tys. wywiezionych dzieł sztuki, m.in. z Muzeum Narodowego, Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, zamków w Gołuchowie i Kórniku oraz pochodzących z bazyliki Mariackiej kilku ołtarzy, w tym "Sąd Ostateczny" Memlinga.

- Pamiętam wystawę w 1956 roku w Muzeum Narodowym w Warszawie - wzdycha prof. Juliusz Chrościcki. - Nie było wówczas telewizji, reklamującej tamto wydarzenia, a i tak tłumy Polaków stały w długiej kolejce... Odzyskanie dzieł sztuki wywoływało w następnych latach entuzjazm ludzi, którzy najpierw się cieszyli z powrotu obrazów i rzeźb z ZSRR , a później arrasów jagiellońskich z Kanady.
Pamięć o entuzjazmie musiała Polakom wystarczyć na długie lata. Przez następne dekady był to temat tabu.

Do kwestii zwrotu dzieł sztuki wróciliśmy dopiero w grudniu 1989 roku, podczas wizyty premiera Tadeusza Mazowieckiego w Moskwie. Jednak rozmowy dotyczyły przede wszystkim skarbów wywiezionych z ziem wschodnich RP między 17 września 1939 roku a 14 czerwca 1941 roku. Omawiano też m.in. kwestię zwrotu z Kijowa Biblioteki Królewskiej Stanisława Augusta Poniatowskiego i zbioru książek Jana III Sobieskiego. Rozmowy nie dały efektów - stanowisko władz radzieckich było nieprzejednane.
Przejęcie władzy przez Borysa Jelcyna i odejście w niebyt ZSRR sprawiło, że znów się pojawiła nadzieja na otwarty dialog o skradzionych dziełach sztuki.

Dokumenty nie płoną

Wydawało się, że zwrot zagrabionych skarbów będzie tylko kwestią czasu. W Gdańsku zorganizowano wystawę dokumentującą "dziedzictwo rozproszone", w której po raz pierwszy kompleksowo umieszczono w katalogach zaginione zabytki z grodu nad Motławą. Na szczeblu międzynarodowym pierwsze porozumienia dwustronne między Polską a Rosją podpisano w latach 1992 - 1994.
Porozumienia porozumieniami, ale na 15 wniosków rewindykacyjnych złożonych przez nas w tamtym czasie udało się Polsce odzyskać jedynie obraz "Apollo i dwie Muzy", zresztą w drodze wymiany za akwarelę "Widok Mons Repos".

Kiedy w 1994 roku zabytkoznawcy z Gdańska wyruszyli do Moskwy i Petersburga, by się dopytać o szczegóły wywozu gdańskich skarbów, od przedstawicieli kontrwywiadu usłyszeli, że wszystkie dokumenty spłonęły.
Rosjanie kłamali. Cztery lata później kwerendy archiwalne w rosyjskich archiwach, sfinansowane przez Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Dziedzictwa Kulturalnego za Granicą, pozwoliły na odnalezienie pełnej dokumentacji dotyczącej losów gdańskich zabytków. Znaleźliśmy odpowiedź na pytania - kto, kiedy, jak i co zabrał z Gdańska.

To jednak nie wystarczyło. Wprawdzie w 1999 roku rosyjski Sąd Najwyższy wydał orzeczenie, że rekompensatą wojenną nie mogą być zabytki pochodzące z państw ofiar faszystów (pięć lat później Duma przyjęła potwierdzającą sądowe orzeczenie ustawę), to orzeczenia i ustawy nijak się miały do interesów politycznych. Zrabowane z Gdańska dzieła sztuki nadal były traktowane jak jeńcy wojenni.
- Rozumiem, gdyby były wystawiane, pokazywane ludziom w muzeach - mówi prof. Chrościcki. - One jednak leżały w magazynach, ukryte przed światem.

Do walki o zwrot gdańskich zabytków, nie tylko z Rosji, ale także z Niemiec, włączył się aktywnie "Dziennik Bałtycki". Przed ośmioma laty pisaliśmy:
"Tworzymy galerię powrotów gdańskich i pomorskich dzieł sztuki, którą nazwaliśmy Museionem »Dziennika Bałtyckiego«. Dla galerii tej, prezentowanej na łamach, nadaliśmy grecką nazwę MUSEION, bowiem nazwa ta oznacza coś więcej niż działające muzeum czy galeria. Chodzi tu o ideę, powrót do źródeł, do zasad i doktryn muzealnictwa.

Chcemy w Museionie przedstawiać między innymi problemy wszystkich wywiezionych dzieł sztuki, pochodzących z Pomorza, niezależnie od obecnego ich miejsca przechowywania i od tego, do kogo dzisiaj prawnie lub bezprawnie należą." W liście otwartym do Senatu Bremy ówczesny redaktor naczelny Janusz Wikowski apelował o wsparcie naszej akcji i zaangażowanie władz tego partnerskiego miasta w dzieło kulturowej rewitalizacji Gdańska.

Gdzie ten skarb? W internecie!

Tymczasem między Polską a Rosją wymieniano kolejne pisma, organizowano spotkania, przesyłano projekty przyszłych porozumień. Pod koniec 2001 roku polskie Ministerstwo Kultury przekazało przez Ambasadę Federacji Rosyjskiej w Warszawie 20 egzemplarzy katalogów naszych strat wojennych. W marcu następnego roku zorganizowaliśmy spotkanie dwustronne ekspertów specjalnie powołanej grupy roboczej.

Polska zadeklarowała, że zwróci archiwalia pochodzące z Królewca, Rosja się zgodziła, by nasi eksperci przeprowadzili badania "tych dóbr kultury, które zgodnie z posiadanymi przez Stronę Polską informacjami znajdują się w Państwowym Muzeum Sztuk Pięknych im. A. S. Puszkina w Moskwie".
Wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze. W walkę o odzyskanie gdańskich zabytków zaangażował się Longin Pastusiak, ówczesny marszałek Senatu. Pomorscy dziennikarze zaczęli spekulować, że sprawa znajdzie szczęśliwy finał podczas pierwszej wizyty Władimira Putina (wtedy jeszcze prezydenta Rosji) w Polsce w styczniu 2002 roku.

- Longin Pastusiak podjął się przedstawienia sprawy Putinowi - wspomina Mirosław Zeidler. - Bezpośredniej odpowiedzi nie było, ale znaleźliśmy wówczas sojusznika w byłym ministrze kultury FR, Michaile Szwydkoju.
Michaił Szwydkoj (dziś szef Agencji ds. Kultury i Kinematografii Federacji Rosyjskiej) jest wybitnym reżyserem.
- To przyjaciel Polski - twierdzą znajomi Szwydkoja. - Popularyzował polski teatr w Rosji, za czasów urzędowania na stanowisku ministra przyczynił się do ożywienia wzajemnych kontaktów.
Rozmowy nabrały tempa. W Gdańsku, bez informowania mediów, zorganizowano w 2002 roku polsko-rosyjski "okrągły stół" na temat zwrotu zabytków. Uczestniczyli w nim m.in. przedstawiciele lokalnych władz (w tym prezydent Paweł Adamowicz), rektor UG, prof. Andrzej Ceynowa, profesorowie Juliusz Chrościcki i Jan Pruszyński i Mirosław Zeidler, a ze strony rosyjskiej przedstawiciel Ambasady Rosji i ekspert rządowy z Moskwy, zajmujący się kwestiami wywiezionych dzieł sztuki. Dyskretnie, aczkolwiek bardzo aktywnie w sprawę zaangażował się także wypróbowany mecenas kultury i zabytków, jeden z najbogatszych wówczas Polaków - gdynianin Ryszard Krauze.

Rok po wizycie Putina w Polsce Ministerstwo Kultury Federacji Rosyjskiej uruchomiło stronę internetową o nazwie "Projekt-Internet". Teraz wystarczy wejść na stronę www.lostart.ru, by dotrzeć do dwóch katalogów. W jednym umieszczono rosyjskie straty wojenne, w drugim obiekty, które w wyniku II wojny światowej znalazły się na terenie Związku Radzieckiego.
Teraz już mieliśmy w ręku oficjalne dowody.

Zidentyfikowano siedem związanych z Gdańskiem dzieł: "Ptasie podwórko" Daniela Schultza, "Ucieczkę do Egiptu" Corneliusa van Poelenburga, "Spłoszone konie" Frantza Pfuhle'a, "Pejzaż leśny" Jana Breughla Starszego, dyptyk Winterfeldów, rysunek "Sąd Ostateczny" Antoniego Moellera oraz van Dycka malującego króla Karola I. Marszałek Pastusiak natychmiast zaproponował swojemu odpowiednikowi w Dumie, Siergiejowi Moronowowi, wspólne objęcie patronatem wystawy tychże dzieł. Gdzie? Oczywiście w Gdańsku.

- To był błąd - przyznaje dziś były doradca marszałka Senatu, Mirosław Zeidler. - Marszałek chciał się porozumieć z Rosjanami, ale nie rozwiązując problemu, nie załatwił nic. Próba znalezienia "niekontrowersyjnej" drogi powrotnej do Polski dla tych obrazów spełzła na niczym.
Nie wyszło. Kto zawiódł? - trudno powiedzieć. Urzędnicy, a może wielka polityka?

Węgrzy - tak, Niemcy - nie. O Polsce cicho

W Federacji Rosyjskiej decyzję o zwrocie zabytków wywiezionych po wojnie przez armię radziecką z innych krajów (łącznie ponad milion dzieł sztuki, książek, archiwaliów) podejmuje rząd. Czasem mobilizowany przez Dumę.

- Warto przypomnieć, jak to było z Węgrami - mówi anonimowy urzędnik z Warszawy.
Przed czterema laty niespodziewanie rosyjski parlament, głosami rządzącej partii, wezwał rząd do oddania Węgrom zbiorów Biblioteki Szaroszpatackiej, z największym skarbem Madziarów - pochodzącą z XV wieku "Historią Atylli". Bibliotekę wywieziono do ZSRR w 1945 roku. I choć w ostatniej wojnie Węgry stanęły początkowo po stronie III Rzeszy, to w Moskwie uznano, że skoro należąca do protestantów biblioteka została zarekwirowana przez nazistów, można uznać ten zabytek za własność Kościoła prześladowanego przez faszyzm.

Deputowani, po podjęciu decyzji w sprawie Węgrów, zapowiedzieli, że będą się także zajmować roszczeniami z Grecji, Belgii, Holandii, Luksemburga, Ukrainy, a nawet Austrii i Niemiec. O Polsce nie było mowy. Dwa lata później, przy okazji wystawienia w Moskwie eksponatów z czasów dynastii Merowingów (V - VIII w.), z roszczeniami wobec Rosji wystąpili Niemcy. Usłyszeli stanowcze "nie".
Niemcy zresztą do tej pory nie zrealizowali obietnicy zwrotu wywiezionych pod koniec wojny na teren Niemiec zabytków, złożonej przed 10 laty przez kanclerza Schroedera.

Już w 2000 roku o obraz XV-wieczny "Tron Łaski" z bazyliki Mariackiej (obecnie w Muzeum Pruskiego Dziedzictwa Kultury w Berlinie) wystąpił ks. prałat Stanisław Bogdanowicz. O zwrot Matki Boskiej szafkowej z przełomu XIV i XV w. (w tymże samym Muzeum Pruskim) do kościoła dominikanów w Elblągu również nie może się doprosić ks. infułat Mieczysław Józefczyk, wieloletni konserwator diecezji elbląskiej. Z Elbląga pochodził przecież dziadek kanclerz Niemiec. Czy gdańska wizyta Angeli Merkel przyniesie przełom w tych staraniach?

A my cara oddaliśmy...

Ostatnim głosem w sprawie gdańskich zabytków była "Gdańska Karta Ochrony Dziedzictwa" z 2004 roku - apel do społeczności i parlamentów państw zjednoczonej Europy o dobrą wolę w kwestii zwrotu zagrabionych w czasie ostatniej wojny dzieł sztuki.
- W sprawę zwrotu gdańskich obrazów angażowałem się praktycznie od 2004 roku - mówi jeden z sygnatariuszy apelu, prof. Chrościcki. - Teraz wszystko zależy od polskiego rządu. Cenię sobie kontakt z rosyjskimi intelektualistami, którzy dobrze rozumieją sens naszych działań. A rosyjskim politykom warto przypomnieć przy tej okazji pewne wydarzenie historyczne z XVII wieku, związane ze zwrotem carów szujskich, pokazujące dobrą wolę Polaków. Były car moskiewski, Wasyl Szujski i jego bliscy, wzięci przez Polaków do niewoli, zmarli wskutek morowego powietrza w 1612 roku i spoczęli w kaplicy Moskiewskiej w Warszawie. W 1635 roku król Władysław III Waza zgodził się na zabranie trumien Wasyla, Dymitra i Jekatieriny Szujskich do Moskwy.

Nie wiadomo jednak, na ile te historyczne argumenty przemówią do szefa rządu Rosji. Wiadomo tylko jedno. Za 10 dni w Gdańsku spotkają się przedstawiciele państw, które jako agresorzy i ofiary, zwycięzcy i przegrani walczyły w najokrutniejszej z wojen XX wieku. Oddadzą hołd tym, którzy zginęli i cierpieli. Będą rozmawiać o przyszłości. Czy przy okazji uwolnią z zamkniętych magazynów muzealnych ostatnich jeńców tamtej wojny?

Komentarze

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane