210 milionów, kapcie od pani Janiny i rekord. Wywiad z Jerzym Owsiakiem

Mariola Szczyrba
Mariola Szczyrba
Jerzy Owsiak podczas 29. Finału WOŚP Szymon Starnawski
- Niektórzy próbują umniejszać nasz sukces, mówiąc, że to, co zbiera Orkiestra, to pikuś przy budżecie służby zdrowia. Tylko, że nasze 210 milionów zamieni się w bardzo konkretną pomoc - mówi Jerzy Owsiak. Z prezesem Fundacji WOŚP rozmawialiśmy o rekordowym wyniku zbórki 29. Finału, Pol'and'Rocku pod gołym niebem, zaskoczonych dinozaurach, Strajku Kobiet i o tym, jak Polska radzi sobie z pandemią.

Po raz pierwszy goszczę Jurka Owsiaka w swoim domu (śmiech)
- Cześć! Bardzo mi miło. Home office?

Tak.
- My również w Fundacji WOŚP częściowo pracujemy teraz zdalnie. Takie czasy.

Muszę zacząć od gratulacji. Mówisz, że nie gracie dla rekordów, ale wynik zbiórki 29. Finału WOŚP - ponad 210 mln zł - robi wrażenie. Byłeś zaskoczony?
- To był trudny Finał, na który miała wpływ pandemia. Najpierw mieliśmy zagrać 10 stycznia, ale wprowadzony lockdown i obostrzenia zmusiły nas do zmiany terminu akcji. A za tym poszły skutki, których nie mogliśmy przewidzieć. Dla przykładu: wiele naszych zagranicznych sztabów tworzą ludzie, którzy pracują i muszą znaleźć sobie czas na Finał, dogadać się wcześniej z pracodawcą... I wszystko było gotowe na 10 stycznia. A tu nagle zmiana planów i nowy termin - 31 stycznia. Do tego szkoły były nieczynne, wiedzieliśmy, że będzie mniej sztabów i wolontariuszy. Baliśmy się też, czy puszki zdadzą egzamin, czy ludzie wyjdą z nimi na ulice... Czy w ogóle będziemy mogli zorganizować Bieg Policz się z Cukrzycą... Tych pytań i obaw było bardzo dużo.

Poza tym musieliście działać w warunkach pandemii. Było trudno?

- Dokładnie odliczamy tę pandemię. Codziennie emitujemy na Facebooku Domową Orkiestrę, godzinny program na żywo. Non stop śledzimy sytuację. Jesteśmy na bieżąco ze wszystkimi bolączkami tej pandemii, takimi ludzkimi. Tak jak każdy obywatel tego kraju czuliśmy i czujemy się zmęczeni tą sytuacją, częściowo pracujemy w systemie home office, spotykamy się zdalnie, a z niektórymi kontaktujemy się tylko mailowo. Wcześniej mogliśmy się spotkać osobiście, co napędzało obie strony. Teraz nie. To wszystko utrudniało organizację Finału. Nawet wysyłka finałowych serduszek się zmieniła. Wcześniej robiliśmy to w ogromnych halach naszego operatora, gdzie przychodziła też jego załoga, uważała to za święto. A teraz musieliśmy to zupełnie inaczej skonstruować, pakować serduszka w wynajętym magazynie. Potem przewieźć je do transportu, bezdotykowo. Ładunek niepewności przed Finałem był ogromny.

Ile zebrała WOŚP podczas Finału 2021? Mamy piękny rekord! Sp...

Ale na końcu udało się to wszystko spiąć.

- To prawda. Udało się to wszystko spiąć, bo mamy za sobą lata doświadczeń. To był już nasz 29. Finał. I to doświadczenie teraz procentuje. Zaplanowaliśmy wszystko w najdrobniejszych szczegółach i staraliśmy się reagować na zmiany, które niosło życie tu i teraz. Poza tym było wielu ludzi, którzy od lat z nami grają i po prostu chcieli ten Finał zrobić. Mówiliśmy np., że trzeba przenieść lokalne aukcje do internetu, a oni to zrobili, niektórzy po raz pierwszy. Pomagali rewelacyjnie. A tych, którym WOŚP się nie podoba, poprosiliśmy, żeby chociaż nie przeszkadzali. I tak było.

Było podczas tego Finału wiele wzruszających momentów. Ujęła mnie np. 96-letnia pani Janina, która własnoręcznie uszyła kapcie, wystawiła je na aukcji WOŚP i zdobyła dla Orkiestry ponad 3 tys. zł. Pamiętasz tę aukcję?
- Pani Janina dostała od nas przepiękną koszulkę z napisem "Wygramy!" Sfotografowała się z nią. Zresztą cała jej wielopokoleniowa rodzina żyła wolontariatem. Piękna sprawa. Ten ostatni Finał to było takie pospolite ruszenie. Samorządowcy bardzo nam pomogli. Np. w Warszawie mogliśmy postawić wielki namiot, zgodnie ze wszystkimi przepisami, bardzo bezpieczny, w którym znalazło się studio 29. Finału WOŚP.

Wykorzystaliście "model pracy" Telewizji Polskiej, która zorganizowała w pandemii Sylwestra Marzeń z Dwójką.
- To nam bardzo pomogło. Na pięć minut przed sylwestrem Telewizja Polska dostała w prezencie rozporządzenie, dzięki któremu mogła zaistnieć. To kuriozalne, że państwo w dużym kraju w środkowej Europie robi coś takiego! Ale dzięki temu "chytremu" rozporządzeniu zorganizowaliśmy finałowe studio w Warszawie. Wszyscy uczestnicy zostali przetestowani. I ruszyliśmy z Finałem. Okazało się, że ludzie chętnie biorą w nim udział i wpłacają pieniądze.

Prawie 64 proc. wszystkich finałowych wpłat odbyło się w tym roku przez internet.
- Tak, okazało się, że ludzie wiedzą, jak korzystać z internetu. Lubią puszki, kochają wolontariuszy i chcą dostać od nich serduszko - wydrukowaliśmy ich zresztą w tym roku 35 mln i żadne do nas nie wróciło! - ale Polacy potrafią też działać zdalnie. Pomogła w tym zagranica.

Na każdym kontynencie mieliśmy swoje sztaby. To jest coś niebywałego! Meksyk, Singapur, Nowa Zelandia, Wietnam... Wszędzie tam są Polacy i zagrali z nami podczas Finału. Atmosfera była tak gorąca! Ludzie chcieli pokazać, że Orkiestra jest dla nich ważna.

Zobacz też: Finał WOŚP 2021. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy grała w całej Polsce!

Co jeszcze - Twoim zdaniem - wpłynęło na to, że Polacy tak chętnie otworzyli swoje portfele? Wielu osobom się teraz nie przelewa...
- Moim zdaniem wpłynęło na to również wydawanie przez polityków, lekką ręką, publicznych pieniędzy. Ludzie widzą, że podczas pandemii pieniądze są trwonione - mówiąc delikatnie. Mam tu na myśli np. słynną sprawę respiratorów nieznanej marki, nieznanego pochodzenia, zakupionych za 200 milionów przez Ministerstwo Zdrowia. Sprzęt został zarekwirowany przez komornika i nie wiadomo, co się z nim dzieje. To także jest dla ludzi męczące. I do tego ta wojna polsko-polska. Mam wrażenie, że to również wpłynęło na to, że Polacy chcieli odetchnąć. Powiedzieli: "Dość!" i zaangażowali się w Orkiestrę. Do tego trzeba jeszcze dołożyć siłę dobrych aniołów. Podczas Finału była piękna, słoneczna pogoda, która bardzo nam pomogła.

To wszystko złożyło się na ten rekordowy wynik: 210 813 830,10 zł.
- Te 10 groszy jest tu najbardziej wymowne, bo pokazuje, że my bardzo dokładnie liczymy. Te pieniądze pozwolą nam zrealizować wszystkie nasze pomysły.

A dostaliście jakieś gratulacje czy podziękowania po ogłoszeniu wyniku zbiórki 29. Finału np. od Ministerstwa Zdrowia?
- Pytaj dalej... (śmiech). Nie. Dostaliśmy piękne, spontaniczne podziękowania z całej Polski, ale z tej, rządzącej strony nikt nie zadzwonił. I po 29. Finale mogę powiedzieć, że to jest bardzo niegrzeczne, ta małostkowość. Brak najprostszych zasad savoir vivre'u.

Myślę, że warto podziękować narodowi, że pomaga. Niektórzy próbują umniejszać nasz sukces, mówiąc, że "to, co zbiera Orkiestra, to pikuś przy budżecie służby zdrowia". Tylko, że nasze 210 milionów zamieni się w bardzo konkretną pomoc. Od lat zresztą te wośpowe pieniądze się w nią zamieniają, bo zebraliśmy w sumie już 1 mld 500 mln zł. I sprzęt, który za to kupiliśmy, robi w szpitalach wielką robotę.


Nie macie kontaktu z Ministerstwem Zdrowia?

- Powiedziałem ostatnio nieco wywrotową rzecz. To nie jest tak, że jesteśmy dla rządzących solą w oku. Nie widzę złośliwości typu: "Nie lubię tego Owsiaka". Nic z tych rzeczy. Jesteśmy dla rządzących obojętni. Nie istniejemy. I to jest zatrważające, bo organizacje pozarządowe na całym świecie pomagają służbie zdrowia i robią gigantyczną robotę. Bardzo potrzebną. Szybką i skuteczną.

Jak Twoim zdaniem Polska radzi sobie z pandemią?
- Jeśli miałbym ocenić, jak Polacy dają sobie radę z lockdownem i pandemią, to powiedziałbym, że my - obywatele się sprawdziliśmy. Wzięliśmy sprawy w swoje ręce, bo system padł, nie dał rady. Państwo powinno się oprzeć na doświadczonych, mądrych ludziach, powinno zaplanować i przewidzieć pewne rzeczy, ale tego nie zrobiło. Czytamy np. wiadomości, że kierowca karetki przez 15 godzin jeździł w Warszawie z pacjentem covidowym, bo nie miał gdzie go zostawić. A szefowie dużych szpitali twierdzą, że są miejsca. Mamy tąpnięcia na linii komunikacji. A komunikacja to jest rzecz najprostsza. Powinna być opanowana do perfekcji. Zresztą pół roku temu były w Polsce te same problemy. I wciąż nie ma pomysłu, jak je rozwiązać.

Ale może nie jest tak źle? Premier ogłosił, że do końca sierpnia tego roku wszyscy chętni w Polsce zostaną zaszczepieni.
- Pozytywna informacja będzie wtedy, kiedy naprawdę wszyscy chętni Polacy się zaszczepią. Na razie to tylko słowa. Właśnie mieliśmy okazję zobaczyć po raz kolejny gigantyczny bałagan przy zapisach do szczepień osób mających 40-60 lat.

Nie wierzysz w te deklaracje?
- Mam do tego duży dystans. Wierzę, że możemy zdobyć tyle szczepionek, ilu jest chętnych, ale szczepienia trzeba jeszcze zorganizować.

Padła propozycja, żeby szczepić wszędzie. W aptekach, zakładach pracy...
- I to jest bardzo dobry pomysł. Nawet w aptece można szczepić. Na miesiąc przed naszym Finałem byliśmy z żoną u Ministra Zdrowia i zaproponowaliśmy mu, że możemy postawić przy naszym finałowym studiu w Warszawie drugi namiot, w którym będziemy szczepić ludzi. To był jeszcze czas, kiedy szczepienia trzeba było promować. Chcieliśmy nawet dowieść seniorów na miejsce. Minister powiedział: "Pomysł fajny, ale nie mamy szczepionek", więc to się nie udało. Teraz z kolei brakuje personelu. Jeżeli system się do akcji szczepień dobrze przygotuje, to może to zadziałać. Może to wyjdzie.

Twoja żona już się zaszczepiła, a Ty jeszcze czekasz na swoją kolej?
(rozmawialiśmy przed szczepieniem Jerzego Owsiaka - przyp. red.)
- Mam już termin! System mnie zawiadomił. I powiem Ci, że kiedy byliśmy covidowi (Jerzy Owsiak jesienią 2020 chorował na Covid-19 - przyp. red.), to system dobrze zadziałał. Byliśmy kontrolowani, dzwoniono do nas. I teraz też się doczekałem, mam już termin szczepienia!

Wspominałeś wcześniej o Domowej Orkiestrze, którą podczas pandemii odpaliliście na Facebooku WOŚP-u. Wczoraj w jej trakcie pojawił się komentarz pani Krysi, pielęgniarki, która zajmuje się covidowymi pacjentami. Pisała, żebyś przekazał młodym, że ten wirus naprawdę istnieje, że umierają ludzie... Czytałeś?
- Tak!

I pielęgniarka Krysia podziękowała Orkiestrze za to, że jak rok temu w jej szpitalu zabrakło maseczek, to dostał je właśnie od Was.
- Takie podziękowania są nam bardzo bliskie. Z takich miejsc jak szpitale, Domy Pomocy Społecznej, hospicja..., do których wysłaliśmy wtedy te materiały ochronne. Nagle ci medycy, pielęgniarki, ratownicy, którzy mieli dbać o nasze zdrowie i życie, znaleźli się w totalnym osamotnieniu, bez pomocy, w niebezpieczeństwie. Ludzie z całej Polski, którzy szyli dla nich maseczki z materiału, chcieli im pomóc. Chociaż dziś wiemy, że te maseczki nie spełniały wymaganych norm. W sumie przekazaliśmy na walkę z covidem sprzęt o wartości około 70 mln zł. I teraz, kiedy dostajemy od takiej pielęgniarki podziękowanie za maseczki, to jest to taka wspaniała kropelka, dla której warto to wszystko robić.

Wróćmy jeszcze do ostatniego Finału. "Zagraliście" w tym roku ze Strajkiem Kobiet, co wywołało wiele kontrowersji i burzę w sieci. "Owsiak podpisał się pod hasłem aborcji na żądanie" - pisały niektóre media.

- Kiedy Strajk Kobiet działał tak energicznie, wypowiadałem się w mediach na ten temat jako mąż, ojciec dwóch córek i dziadek dwóch wnuczek. Mówiłem o tym, jak ważne są dla mnie samodzielne decyzje podejmowane przez kobiety. Ważne jest też to, by można było o swoich przekonaniach głośno mówić, nawet jeśli ktoś się z nimi nie zgadza. Jeśli akcje Strajku Kobiet są pokojowe, to dlaczego mają się nie odbywać? Brutalność policji na tych strajkach była nieprawdopodobna! Jak w PRL-u! I o tym mówiliśmy. A kiedy Strajk Kobiet powiedział: "Odwołujemy swoje protesty w czasie Finału WOŚP", bardzo im za to podziękowaliśmy. To był miły gest. My tak naprawdę na samym końcu gramy też dla kobiet, rodzin i dzieci.

Czy Wasze nowe billboardy z noworodkami, hasłem "Jesteśmy" i wynikiem zbiórki są odpowiedzią na te antyaborcyjne bannery, które pojawiły się w wielu miastach Polski?
- Nasze działania zawsze są jakąś odpowiedzią. W przypadku tamtych antyaborcyjnych billboardów nie do końca zrozumiałem, co autor miał na myśli. W przypadku naszych hasło przy noworodku jest jasne: "Już jestem na świecie". I jeżeli potrzebuję pomocy, to mogę liczyć na medyków i na sprzęt kupiony przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. To przekaz skierowany do Polaków: jeżeli wsparliście Orkiestrę, jeżeli wrzuciliście do puszki chociaż złotówkę, to te pieniądze są dla tych nowonarodzonych dzieci, żeby były bezpieczne.


Krytykujesz system służby zdrowia, ale powiedziałeś, że pieniądze zebrane przez WOŚP wracają do niego...

- Tak, te pieniądze wrócą do szpitali w postaci programów medycznych, sprzętu. Dwieście milionów na respiratory kupione przez Ministerstwo Zdrowia zniknęło, ale my i tak będziemy wspierać ten system.

Nie mamy focha, nie gniewamy się. Jeżeli będzie trzeba wydać pieniądze na walkę z covidem, to jesteśmy na to gotowi. To są pieniądze społeczne. Kiedy w zeszłym roku wydaliśmy na tę walkę ok. 70 milionów, to czułem przyzwolenie ludzi. Covid minie, ale ten nasz sprzęt zostanie w szpitalach i będzie pomagał w każdej sytuacji.

Wracając do tych billboardów... WOŚP jest za życiem. A system w Polsce nie dba o dzieci, które np. urodziły się z wielowadziem. Wiemy, jakiego sprzętu brakuje w szpitalach, wiemy, ile pieniędzy dostają rodzice, którzy całą dobę muszą opiekować się takim chorym maluchem, nie mogą podjąć innej pracy. Ten problem był już zresztą za czasów rządu PO-PSL. Pamiętamy wszyscy protest w Sejmie zdesperowanych rodziców z niepełnosprawnymi dziećmi.

Jeżeli chodzi o system zdrowia, to właściwie żaden dotychczasowy rząd nie znalazł recepty, jak go uzdrowić.
- Tak, wszystkim rządom można zarzucić nieudolność w tym temacie. Np. geriatria, psychiatria dziecięco-młodzieżowa, opieka nad niepełnosprawnymi - nikt sobie z ich problemami nie poradził.

Nie mogę nie zapytać o festiwal Pol’and’Rock 2021. Wciąż jesteś optymistą, że uda się go zorganizować? Wczoraj znajomy napisał mi, że do SiemaShopu trafiły już nowe, festiwalowe koszulki.

- Tak, są nowe, piękne koszulki. Data Pol'and'Rocka jest na nich podana 29-30-31 lipca 2021, nie ma tylko miejsca. Ustalamy je jeszcze. Wyszliśmy z założenia, że lepiej odwołać festiwal tuż przed imprezą, jeśli sytuacja z pandemią będzie poważna, niż organizować go na chybcika. Jak powiedział Szekspir: "lepiej kochać i być porzuconym, niż nie zakochać się wcale". Dlatego przygotowujemy się do Pol'and'Rocka 2021. Wszystkie zespoły, które rok temu były planowane na nasz festiwal, np. Limp Bizkit czy Dropkick Murphys, potwierdziły, że będą. Jeżeli oczywiście nie zostaną wstrzymane loty do Polski.

Jakie są scenariusze na ten moment?
- Mamy kilka scenariuszy. Nawet ten najbardziej hardcore'owy, że każdy będzie maił swój kawałek ziemi na festiwalu. Pracujemy z ludźmi niezwykle zdyscyplinowanymi, którzy utożsamiają się z nami, nie są przypadkową publicznością. Jestem pewien, że oni pomogą nam zrobić ten festiwal. I wracając do tego rozporządzenia sylwestrowego dla TVP, o którym wcześniej mówiłem, to ono pozwoli nam zrobić festiwal pod gołym niebem.

W Kostrzynie nad Odrą?
- A co Ty jesteś taka ciekawska? (śmiech)

Jeżdżę na Woodstock od 1997 roku. Wtedy był jeszcze w Żarach...
- Byliśmy niedawno w Kostrzynie, rozmawialiśmy z burmistrzem. Wszystko zależy jednak od tego, jaka będzie pandemiczna sytuacja tuż przed festiwalem. Pracujemy z artystami, którzy zrozumieją, jeśli nagle będzie trzeba odwołać koncerty. Zrozumie to również nasza publiczność. Wszyscy oni chcą, żeby Pol'and'Rock się odbył. I to może się udać. Możemy pokazać światu, że jesteśmy zdyscyplinowani.

A na koniec chcę ci jeszcze powiedzieć tak: a co jeśli pandemia będzie jeszcze trwała dwa-trzy lata? To mamy ciągle mówić: "Jeszcze poczekajmy"? Nie, my się musimy już teraz dostosować do nowego życia! Dinozaury wyginęły, bo podobno meteoryt uderzył i były zaskoczone. Nas zaskoczyła pandemia. Ale nie może tego robić przez kolejne lata.

Powinny się dostosować do tej sytuacji teatry, kina, galerie handlowe, restauracje... My już dwa razy podjęliśmy wyzwanie: w ubiegłym roku odbyła się festiwalowa domówka i ostatnio Finał WOŚP. Było bezpiecznie, nikt nie dostał mandatu. Ty też nie powinnaś pracować zdalnie z domu przez kolejny rok, bo inaczej zwariujesz! Musimy zacząć się przystosowywać. Nie wybudujemy jak w filmie SF kopuły nad Polską, która oddzieli nas od innych. Musimy zmieniać przyzwyczajenia.

Kończąc już... Czego byś życzył w tym roku sobie i innym, oprócz zdrowia oczywiście?

- Zdrowia! Zdrowia! A poza tym: wytrwajmy! Ale wytrwajmy odpowiedzialnie. Życzę, abyśmy mieli jeszcze chwilę cierpliwości do tego wszystkiego. I aby się ta wojna polsko-polska wyciszyła. Żebyśmy skupili się na swoim bezpieczeństwie i zdrowiu. Żeby to był priorytet.

Dziękuję za rozmowę.

Podsumowanie 29. Finału WOŚP:

Wideo

Materiał oryginalny: 210 milionów, kapcie od pani Janiny i rekord. Wywiad z Jerzym Owsiakiem - Żary Nasze Miasto

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
artur krawczyk

to zlodziej jak ta cala fundacja

A
Andrzej

każda złotówka bezposrednio z ręki obywatela dla stowarzyszeń jest ważna !

ale dotacje też ale to dotacje z podatków !

Dodaj ogłoszenie