Wejherowo pozwane przez niepubliczne przedszkola. Mówi się o milionowych odszkodowaniach za zaniżane dotacje oświatowe

TS
pixabay.com
Przez dziesięć lat dotacje oświatowe na niepubliczne przedszkola w Wejherowie miały być zaniżane. Tak uważają dyrekcje placówek. Pozwy o zwrot zaległych środków przeciwko miastu złożyły już m.in. przedszkola „Przygoda” oraz „Przyjaciele Kubusia Puchatka”. Ale takich dokumentów sądowych może być więcej, bo sprawa ma dotyczyć również pozostałych wejherowskich placówek.

Przyczynkiem do działania przedszkoli był raport Najwyższej Izby Kontroli z 2013 roku, który stwierdził, że 95 proc. gmin w Polsce w sposób niewłaściwy oblicza kwotę dotacji dla przedszkoli niepublicznych, a także szereg prawomocnych wyroków zasądzających wyrównania do prawidłowej kwoty, m.in. w Zielonej Górze, Warszawie, Mińsku Mazowieckim i Białej Podlaskiej.

Pozwy przeciwko miastu Wejherowo złożyły m.in. Niepubliczne Przedszkola „Przygoda” oraz „Przyjaciele Kubusia Puchatka". Ale sama zaniżonej dotacji to nie wszystko, bo do tego dochodzą odsetki i koszty sądowe, które często stanowią połowę finalnie zasądzanej kwoty.

- Według wyliczeń niektórych dyrektorów placówek z Wejherowa kwota przez te dziesięć lat może sięgnąć 20 milionów złotych - twierdzi Wojciech Wasiakowski, radny opozycyjny (Dla Wejherowa).

Zgodnie z przepisami, prowadzenie przedszkoli jest zadaniem własnym gminy. Może być ono realizowane także przez osoby fizyczne i prawne - i wtedy gmina jest zobowiązana wypłacić 75 proc. tego, ile przeznacza na samorządowe przedszkola, w przeliczeniu na jedno dziecko.

Dyrektorzy wejherowskich przedszkoli zorientowali się, że kwoty jakie otrzymują w przeliczeniu na jedno dziecko, są znacząco niższe niż w innych sąsiednich gminach. Rozpoczęli w tej sprawie rozmowy z władzami miasta.

- To, czego się domagamy, wynika z przepisów ustawy. Z resztą NIK kontrolował również miasto Wejherowo i stwierdził w raporcie, że dotacje są zaniżane - mówi Marta Dębiec, dyrektor Niepublicznego Przedszkola „Przyjaciele Kubusia Puchatka” w Wejherowie.- Wspólnie z naszymi prawnikami dokonaliśmy weryfikacji prawidłowości wypłaconych dotacji. Okazało się, że gmina nie wliczała wszystkich wydatków bieżących, jakie przeznaczała na własne przedszkola - stąd też powstały niedopłaty. Ich skala jest znaczna, miesięcznie to nawet 300 zł na jedno dziecko - podkreśla.

- Nasze wyliczenia uświadomiły, że skala problemu jest ogromna. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że gmina tak znacząco zaniżała nam wypłacane kwoty dotacji - dodaje Alicja Ratajczyk, dyrektor Niepublicznego Przedszkola „Przygoda” w Wejherowie. - Patrząc na ten problem w skali całego miasta, powinno ono usiąść do rozmów i wykazać wolę zawarcia ugody - patrząc na zapadające co chwila w różnych częściach Polski wyroki, uwzględniające powództwa osób prowadzących przedszkola. Przykre jest to, że na końcu zapłaci za to budżet miasta - czyli my wszyscy, a nie osoby które były za to odpowiedzialne - mówi dyrektor.

Najbliższe rozprawy ws. zaniżanych dotacji przed gdańskim Sądem Okręgowym zaplanowane są na marzec.

Poprosiliśmy o komentarz w tej sprawie władze Wejherowa. Urząd Miasta wysłał nam swojej stanowisko.

- Potwierdzamy, iż osoby prowadzące wskazane przez pana placówki niepubliczne, wystąpiły do Gminy Miasta Wejherowa z roszczeniami o uzupełnienie dotacji na prowadzenie swoich placówek - czytamy w piśmie. - Oczekiwania co do zapłaty oparte są na istotnych różnicach w interpretacji przepisów oświatowych, które obowiązywały do końca 2017 roku. Należy wskazać przy tym, że ta sprawa nie dotyczy tylko naszego samorządu, ale szeregu innych z terenu całej Polski. Z uwagi na toczące się postępowanie, nie sposób w tej chwili jednoznacznie określić, w jaki sposób zostanie on zakończone. Jednakże podkreślam, że bez względu na rozstrzygnięcie budżet Miasta Wejherowa jest zabezpieczony - podkreśla UM Wejherowo.

- My jako radni opozycyjni jesteśmy bardzo zaniepokojeni groźbą zwrotu dużych pieniędzy. To duże obciążenie dla budżetu. Po drugie ubolewamy nad tym, że placówki czują się oszukane. Gdyby przedszkola miały większe wsparcie, to pewnie rodzice mieliby niższe czesne do płacenia - uważa Wojciech Wasiakowski.

Co się stanie, gdy zabierzemy dzieciom zabawki?

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Antybandyta
Karwa
i kto głosował na tego bandytę!
Miejsce przestępcy jest w więzieniu!!!
Kto odda mi pieniądze za wyższe czesne na 2-ke dzieci. Znajomi z Redy, Rumi i Gdyni kilka stów miesięcznie mniej płacili za 2-ke dzieci. Kilkaset złotych mniej miesięcznie!
Ś
Śnieżka z zielonego raju
5 lat do tyłu i przedawnia się. Skoro dopłaty przeznaczone były na dziecko, to dajcie kasę dzieciom, przecież to ich pieniądze.
G
Gość
W Wejherowie urząd miasta nie dość że mówi to jeszcze podkreśla. Gratulacje!
Karol F.
Dodaj ogłoszenie